
Żołnierz opisuje przesłuchania z lojalności i sprawdzanie telefonów w 116. Brygadzie
17.10.2026Porucznik Maxim Golosnoy poinformował na Facebooku, że podpułkownik, którego wcześniej oskarżył o żądanie nagrywania na wideo żołnierzy powracających z samowolnego oddalenia się z jednostki, złożył skargę do dowódcy 19. Korpusu Armijnego. Według Golosnoya oficer domaga się sprawdzenia jego wpisów w celu obrony swojego honoru i godności. Za prawdziwy powód skargi porucznik, powołując się na „posiadane informacje”, uważa „ukrytą zemstę” za kolekcję zdjęć żołnierzy, którzy samowolnie opuścili jednostkę. Zgodnie z jego twierdzeniem kolekcja ta została usunięta ze strachu.
O tym podpułkowniku Maxim Golosnoy napisał 23 września. Wtedy porucznik, szef grupy systemów bezzałogowych sztabu samodzielnego batalionu wsparcia 19. Korpusu Armijnego, pracował jako rekruter w batalionach rezerwy. Poinformował, że poprzedniego dnia otrzymał rozkaz nagrywania wszystkich wyselekcjonowanych kandydatów telefonem komórkowym. Chodziło o żołnierzy, którzy samowolnie opuścili jednostkę i przechodzą procedurę powrotu. Żądanie to Golosnoy powiązał z dowódcą nieetatowej grupy rekrutacyjnej podpułkownikiem O. W. Proccakiem. Według słów porucznika nagrania miały rzekomo służyć osobistej aprobacie podpułkownika, a filmowanie żołnierzy miało się odbywać bez ich dobrowolnej zgody, pod pretekstem konieczności służbowej. Golosnoy nazwał to żądanie bezprawnym. Powołał się na artykuł 307 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym nagrywanie człowieka jest dopuszczalne wyłącznie za jego zgodą, na artykuł 19 Konstytucji dotyczący działania w granicach uprawnień oraz na ograniczenia dotyczące filmowania stanu osobowego w czasie stanu wojennego. W najnowszym wpisie opisuje autora skargi właśnie jako owego podpułkownika, który ustnym rozkazem domagał się nieuprawnionego nagrywania żołnierzy powracających z samowolnego oddalenia w jednym z batalionów rezerwy, oraz jako najlepszego przyjaciela szefa sztabu swojego batalionu.
We wrześniowym wpisie Maxim Golosnoy przytoczył również pogłoski. Zgodnie z nimi podpułkownik miał rzekomo posiadać obszerną kartotekę żołnierzy, którzy samowolnie opuścili jednostkę, i przeglądać ją nocą, zamykając się w gabinecie. Miały mu się rzekomo szczególnie podobać zdjęcia i nagrania półnagich kandydatów. Wtedy też porucznik zastrzegł, że „mówić można oczywiście cokolwiek”. W nowym wpisie pisze już o tej kolekcji jako o usuniętej. Obecnie to na jej usunięciu opiera swoją wersję dotyczącą motywu skargi.
Maxim Golosnoy opublikował link do wpisu, który według niego miał rzekomo naruszyć honor i godność podpułkownika. Na skargę odpowiedział prawnym rozgraniczeniem. Oceny i sądy wartościujące, w tym krytyka, satyra, przypuszczenia i alegorie, na mocy artykułu 30 Ustawy „O informacji” nie podlegają sprostowaniu ani dowodzeniu ich prawdziwości i nie pociągają za sobą odpowiedzialności. Z kolei twierdzenia o faktach można zweryfikować w sądzie, a jeśli okażą się nieprawdziwe, sąd nakaże ich sprostowanie. Samą skargę porucznik wyśmiał, uznając, że jej autor jedynie odciąga dowódcę korpusu od realnych działań bojowych.
Skarga pojawiła się w samym środku szerszego konfliktu. Maxim Golosnoy nagłośnił go w mediach społecznościowych pod koniec września, a zaczął się on od asygnat żywnościowych. Rozkazem pełniącego obowiązki dowódcy batalionu nr 250 porucznik został z dniem 5 września zdjęty z zaopatrzenia żywnościowego i oddelegowany do obwodu rówieńskiego. Rozkaz, według słów Golosnoya, zawierał wyraźne polecenie wydania mu asygnaty, jednak dokumentu nie otrzymał. Odpowiedzialnością za to porucznik obarcza szefa sztabu, którego nazywa „majorem z tyłów”. Jak twierdzi Golosnoy, major uparł się, groził znalezieniem sposobu na zakwalifikowanie go jako osoby, która samowolnie oddaliła się z jednostki, wyczyścił korespondencję i zorganizował wystawienie asygnat z datą wsteczną. Pierwsza asygnata dotarła Nową Pocztą dopiero po powrocie porucznika 19 września. Dokument nosił datę 21 września, rubryki dotyczące liczby dni i kwoty nie były wypełnione, a wiersze dotyczące wydania produktów lub rekompensaty zostały przekreślone. Do wspomnianego batalionu rezerwy, według słów Golosnoya, przybył on 21 września. Asygnata za ten pobyt nadeszła 28 września, w dniu wyjazdu, i również była datowana na 21 września. Porucznik twierdzi, że do cyfry „6” po prostu dopisano cyfrę 9. Za każdą odebraną asygnatę zapłacił Nowej Poczcie po 80 hrywien.
Zarzuty nie ograniczały się do własnych asygnat. Maxim Golosnoy twierdzi, że szef sztabu przez co najmniej dziesięć miesięcy faktycznie nie przebywał na punkcie dowódczo-obserwacyjnym batalionu na kierunku kramatorskim. Zgodnie z jego informacjami major w przeważającej mierze znajdował się około 140 kilometrów od linii styczności bojowej, a mimo to pobierał takie same dodatki bojowe jak ci, którzy wykonują zadania w rejonie kramatorskim. Porucznik pisze również o niedoborze około trzech ton paliwa: dwóch ton oleju napędowego i tony benzyny. Osoby odpowiedzialne za paliwo w batalionie, według jego słów, mówią o niemal pięciu tonach. Osobno opisuje proceder wymuszeń. Rozmówca z jednostki opowiedział mu telefonicznie o comiesięcznych wpłatach gotówkowych w wysokości 2000 hrywien „na dostawę jedzenia” oraz od 2500 do 5000 hrywien w kompaniach za „normalną służbę”, urlopy i wypłatę dodatków. Według rozmówcy pieniądze zbierano pod groźbą pozbawienia świadczeń bojowych. Parasol ochronny nad procederem Golosnoy przypisuje wpływowemu oficerowi, którego uczestniczący w procederze majorowie i podpułkownicy nazywają „generałem”. Zgodnie ze wskazówką porucznika chodzi o zastępcę dowódcy korpusu, któremu – jak podaje – charkowska prokuratura specjalistyczna w czerwcu 2026 roku powiadomiła o podejrzeniu wymuszania „działki” za naliczanie wypłat bojowych.
Maxim Golosnoy sformułował trzy żądania: przeprowadzenie kompleksowej kontroli przedstawionych przez niego informacji, zawieszenie dowódcy batalionu i szefa sztabu na czas kontroli oraz pociągnięcie do odpowiedzialności osób zamieszanych w celowe obniżanie zdolności obronnych pododdziału. Według Golosnoya Sztab Generalny prowadzi kompleksową kontrolę przedstawionych faktów. Jak podał porucznik, 2 października przez osiem godzin współpracował z kontrolerami. Następnego dnia poinformował, że sprawa znajduje się oficjalnie pod osobistym nadzorem naczelnego dowódcy Mychajła Drapatego. Do 8 października, według Golosnoya, dowódca i szef sztabu nie zostali zawieszeni w czynnościach. Tego samego dnia oświadczył, że podczas kolejnej delegacji do obwodu donieckiego dowódca jednostki osobiście odłączył go od grupy powiadamiania o zagrożeniu powietrznym „NEBO”, a szef sztabu – od ogólnej grupy batalionowej. Kwestię tego, czy złożyć w związku z tym zawiadomienie o przestępstwie, porucznik pozostawił wówczas otwartą.
W raporcie cząstkowym z 15 października Maxim Golosnoy opisał pierwsze zmiany. Problemy z asygnatami podczas wyjazdów służbowych ustały, dowódcy stali się bardziej uprzejmi wobec podwładnych, a wymuszenia „zostały wstrzymane na dłuższy czas”. Jednocześnie twierdzi, że dowództwo pododdziału ostrzegło szeregowych i sierżantów: każdy, kto potwierdzi pobieranie opłat, przestanie służyć w spokojnym miejscu i bardzo szybko trafi do Kramatorska. W efekcie nikt nie zdecydował się na złożenie wyjaśnień. Dokumentację paliwową, zdaniem porucznika, sporządzono tak, by jedynie wizualnie stwarzała wrażenie braku niedoborów. Wcześniej, 1 października, pisał także o próbach zdyskredytowania go przed dowództwem. Według niego osoby decyzyjne próbuje się przekonać, że był wielokrotnie karany za kradzieże, defraudację mienia i oszustwa związane z kryptowalutami, choć – jak podkreśla – łatwo to sprawdzić w państwowym rejestrze orzeczeń sądowych, a dawny materiał przeciwko niemu jest na ustny „rozkaz” dowódcy batalionu kolportowany przez WhatsApp.
Rankiem 19 października, na kilka godzin przed wpisem o skardze, Maxim Golosnoy opisał, jak szef sztabu odpowiedział kontrolerom na bezpośrednie pytanie, czy przebywał na punkcie dowódczo-obserwacyjnym od 17 września 2025 roku do 24 sierpnia 2026 roku. Według porucznika po długiej pauzie major, unikając kontaktu wzrokowego, oświadczył, że był, lecz „przez pewien czas nie”. Golosnoy skarży się również, że świadkom zadawane są nieprecyzyjne pytania. O wielomiesięczne pełnienie dyżurów przez żołnierzy na punkcie bez broni, jak twierdzi, nikt nie pyta ani szefa sztabu, ani świadków.
Czym zakończy się skarga podpułkownika i czy dowódca korpusu nakaże sprawdzić wpisy porucznika, z dostępnych publikacji nie wynika. Kompleksowa kontrola Sztabu Generalnego, według ostatnich relacji Maxima Golosnoya, trwa. Sam autor 12 października pisał, że wraz z prawnikami przygotowuje stanowisko prawne oraz zawiadomienia do Państwowego Biura Śledczego dotyczące szefa sztabu. O wszczęciu postępowania karnego nie informował. Otwarte pozostaje także główne pytanie: czy kontrola potwierdzi choćby część jego oskarżeń, czy też jej wnioski okażą się tak łagodne, jak się obawia.




